Kiś ogórki, nie emocje
Kiś ogórki, nie emocje
Na jednym z Domów Studenta pojawiły się dwa ogromne ogórki rozmawiające ze sobą. Ich przekaz jest prosty: „Kiś ogórki, nie emocje”.
To hasło może wywoływać uśmiech, ale dotyka bardzo poważnego problemu. Wielu z nas od najmłodszych lat słyszy komunikaty: „nie przesadzaj”, „uspokój się”, „weź się w garść”. W efekcie uczymy się, że niektóre emocje należy ukrywać, tłumić albo ignorować. Tymczasem współczesna psychologia i neurobiologia pokazują, że emocje nie znikają tylko dlatego, że przestajemy je okazywać.
Ogórki można kisić. Emocji – nie warto.
Emocje są częścią naszego systemu przetrwania
Emocje nie są błędem w oprogramowaniu człowieka. Są jednym z najstarszych mechanizmów biologicznych, które pomagają nam orientować się w świecie.
Strach informuje o zagrożeniu. Smutek pomaga przeżyć stratę. Złość sygnalizuje przekraczanie granic. Radość wzmacnia zachowania korzystne dla naszego rozwoju i relacji społecznych.
Psycholog James Gross, jeden z najważniejszych badaczy regulacji emocji, opisuje tłumienie emocji (ang. expressive suppression) jako świadome hamowanie ich zewnętrznych oznak. Badania pokazują jednak, że choć możemy ukryć wyraz twarzy lub powstrzymać łzy, sama emocja często pozostaje aktywna w organizmie.
Innymi słowy: możemy zamknąć wieczko słoika, ale zawartość nadal tam jest.
Co dzieje się, gdy regularnie tłumimy emocje?
Każdy człowiek czasem powstrzymuje emocje. To naturalne. Problem pojawia się wtedy, gdy tłumienie staje się podstawowym sposobem radzenia sobie ze światem.
Metaanaliza obejmująca ponad 21 tysięcy uczestników wykazała, że częstsze stosowanie tłumienia emocji wiąże się z gorszym dobrostanem psychicznym, większym nasileniem objawów lękowych i depresyjnych oraz niższym poziomem satysfakcji z życia.
Przeglądy badań wskazują również, że osoby doświadczające zaburzeń lękowych częściej polegają właśnie na tłumieniu emocji niż na bardziej adaptacyjnych sposobach radzenia sobie z nimi.
Nie oznacza to, że tłumienie emocji automatycznie prowadzi do zaburzeń psychicznych. Zależności są bardziej złożone. Wiemy jednak, że długotrwałe unikanie przeżywania i komunikowania własnych stanów emocjonalnych może zwiększać ryzyko problemów psychicznych oraz utrudniać radzenie sobie z trudnymi doświadczeniami.
Gdy psychika mówi przez ciało
Emocje nie są wyłącznie doświadczeniem psychicznym. Każda emocja angażuje także ciało: układ nerwowy, hormonalny, oddechowy i sercowo-naczyniowy.
Dlatego przewlekły stres emocjonalny może manifestować się poprzez różnego rodzaju dolegliwości somatyczne. W literaturze naukowej wielokrotnie opisywano związki pomiędzy trudnościami w regulacji emocji a nasileniem takich problemów jak:
- napięciowe bóle głowy,
- zaburzenia snu,
- przewlekłe zmęczenie,
- problemy żołądkowo-jelitowe,
- zwiększone napięcie mięśniowe,
- podwyższony poziom stresu fizjologicznego.
Mechanizm jest stosunkowo prosty. Organizm, który przez długi czas pozostaje w stanie podwyższonej gotowości, płaci za to określoną cenę. Emocje, których nie dopuszczamy do świadomości lub których nie komunikujemy, nie przestają oddziaływać na nasze ciało.
Nie bez powodu w języku potocznym mówimy o „ścisku w gardle”, „ciężarze na sercu” czy „nerwach na żołądku”. To metafory, które mają swoje biologiczne podstawy.
Samoregulacja to nie wszystko. Potrzebujemy też innych ludzi
W kulturze indywidualizmu często słyszymy, że każdy powinien radzić sobie sam. Tymczasem współczesna nauka coraz częściej podkreśla znaczenie zjawiska nazywanego koregulacją.
Koregulacja oznacza proces, w którym spokojna, wspierająca obecność drugiej osoby pomaga naszemu układowi nerwowemu wrócić do równowagi. Dzieje się to poprzez ton głosu, kontakt wzrokowy, poczucie bezpieczeństwa, empatię i uważną obecność.
To nie jest wyłącznie kwestia komfortu psychicznego. Badania pokazują, że relacje społeczne mogą wpływać na reakcje stresowe organizmu, pomagając obniżać poziom napięcia i przywracać poczucie bezpieczeństwa.
Dlatego tak ważne jest, aby mieć kogoś, komu można powiedzieć:
„Jest mi trudno.”
„Boję się.”
„Jestem wściekły.”
„Nie daję rady.”
Nie po to, by ktoś rozwiązał nasze problemy. Po to, by nie zostać z nimi całkowicie samemu. Co dwa ogórki to nie jeden
Hasło kampanii można odczytać także jako przypomnienie o znaczeniu relacji.
Dwa ogórki na muralu rozmawiają ze sobą. Nie stoją plecami do siebie. Nie udają, że wszystko jest w porządku. Są w kontakcie.
To właśnie kontakt z drugim człowiekiem jest jednym z najważniejszych czynników chroniących zdrowie psychiczne. Możliwość wyrażenia emocji, bycia wysłuchanym i doświadczenia zrozumienia pomaga regulować napięcie oraz budować odporność psychiczną.
Nie chodzi o nieustanne analizowanie swoich uczuć ani o publiczne relacjonowanie każdego stanu emocjonalnego. Chodzi o coś znacznie prostszego: uznanie, że emocje są naturalną częścią ludzkiego doświadczenia i że mamy prawo je przeżywać.
Kiś ogórki, nie emocje
Emocje nie są oznaką słabości. Są informacją.
Nie wszystkie są przyjemne, ale wszystkie niosą ważne dane o naszych potrzebach, granicach, relacjach i doświadczeniach. Kiedy próbujemy je stłumić w sobie, często wracają pod inną postacią: napięcia, stresu, wyczerpania, problemów w relacjach czy trudności psychicznych.
Dlatego warto mówić.
Warto słuchać.
Warto być obok.
Bo człowiek nie jest stworzony do przeżywania wszystkiego w samotności.
A emocje są po to, żeby je przeżywać – nie kisić.