Lubię wołowinę, polecam kuchnię arabską. Nie lubię współczesnych pseudo rap beef’ ów, nie polecam wczutki w takie inicjatywy, choć mi też czasem się to zdarza. Drake i Common to muzyczni biznesmeni, którzy zdają sobie sprawę z praw rządzących maintstreamem. Sztuczna rywalizacja wyszła na dobre obu stronom, płyty sie sprzedają, choć te „drejkowe” zdecydowanie lepiej, co jest też efektem popularności smooth rapu, który gra Kanadyjczyk.
W tym samym czasie w Polsce, a w zasadzie na truskulowycyh forach i YT, toczy lub toczył się śmieszny beef pomiędzy warszawskim newcomerem B.R.O, a Pientakiem i Plejerem. Litości. Żenujący finał ( mam nadzieje, że to koniec ) tego szczeniackiego bicia piany miał miejsce ostatnio w warszawskim klubie WhyNot. „Hip hop łamie mi serce kiedy patrze na was” jak nawijał Mielzky na Lavoramie, wporzo, wierzę w rozsądek słuchaczy, tylko w końcu to serducho przestanie się regenerować, bo ile można.







