Wydaje mi się, że Tomasz Lewandowski alias VNM to jeden z tych raperów, do których mamy stosunek zero – jedynkowy. Albo go lubimy, albo nie. Raczej unikając emocji neutralnych. Świadczy to o jego specyficznym flow, głosie, samym sposobie składania linijek, a także pewności siebie, której nie ukrywa. Do tego widoczna blizna, która podkreśla zewnętrzne, niby nieistotne, oblicze tego artysty. Nie możemy przejść obok tak charakterystycznej jednostki obojętnie. Najpierw gruby staż w podziemiu – solo i w ramach 834 – a już za chwilę premiera kolejnego wydawnictwa poprzez wytwórnię Wojtka Sokoła. Moim zdaniem VNM jest żywym przykładem progresu. I co z tego, że niuskulowo. Świeżość.
5!

